Anna MAKSYM-alistka


Wywiad z Anną M: Czym jest dla Ciebie szczęście?

Trudno zdefiniować szczęście, gdy przeżywa się je permanentnie. A ja mam to szczęście, nomen omen, od prawie dziesięciu lat. To na pewno nie jest dom, bo w sensie fizycznym swojego nie posiadam, choć mam szczęście mieszkać w miejscu przepięknym. To na pewno nie pieniądze, bo szczerze mówiąc nie pamiętam, czy kiedyś mi ich nie brakowało. To wreszcie na pewno nie tradycyjnie pojmowana rodzina, bo nie jestem mężatką i nie mam dzieci. Dla mnie szczęściem jest odkrywanie życia dzień za dniem, ale zawsze z poczuciem bezpieczeństwa, świadomością obecności drugiej osoby obok siebie. Nigdy nie wiemy, co życie nam przyniesie, ciągłe zmiany, nieprzewidziane następstwa zdarzeń. Ale w głębi ducha przekonanie, że to szaleństwo jest kontrolowane. Ta niepewność i nieprzewidywalność może być dla innych frustrująca, a jednak dla mnie jest wyzwaniem, prawdziwą podnietą i zachętą do działania. Tylko, tak jak powiedziałam, obok musi być ktoś, kto może się różnić wszystkim, ale być tożsamy w tym nieprzemijającym głodzie życia.

A jakie życie jest w stanie zaspokoić Twój głód?

Przede wszystkim mam nadzieję, że nigdy się nie przejem, bo to niezdrowo. Dobrze jest mi wtedy, gdy czuję, że ja sama jestem magnesem i spoiwem dla ludzi. Czuję, że mam umiejętność przyciągania wartościowych osób i chcę to wykorzystać do skupiania środowiska ludzi twórczych w każdym sensie – artystycznym, socjologicznym, towarzyskim. Tak było kiedyś – ludzie gromadzili się wokół idei, stylu życia, wokół tego, co sprawiało im przyjemność. Dlatego, choć nie jestem typem gospodyni domowej, sprawia mi przyjemność przyjmowanie gości. Bo gość to dla mnie coś więcej niż kolejna osoba przy stole. I to się pięknie zwraca – gości mamy niezwykłych…

Anna Maksym / foto Łukasz Gawin

Czy to taka zmodyfikowana wizja cyganerii?

Tak. I wcale się tego nie wstydzę.

Jeśli mowa o przyjmowaniu gości, to gdzie ich teraz przyjmujesz?

W Buku.

Czyli gdzie?

W najpiękniejszym miejscu tej części świata. Mamy szczęście mieszkać w ponad 250-letniej drewnianej Willi Agaty, otoczonej pięknym bukowym i dębowym starodrzewem. Jesteśmy tu całkowicie sami, chociaż nie, bo nie wybaczyłyby mi tego stwierdzenia dwa sznaucery – Guido, miniatura oraz Gunnar, olbrzym, a także Niara i Leri, bardzo łowne kocie rodzeństwo. Poza tym w zasadzie każdej nocy odwiedzają nas sarny, lisy i dziki. No i duchy tego miejsca. Cała ta nasza Arkadia mieści się w Rudach, pół godziny jazdy od Gliwic samochodem.

Stylizowany widok leśniczówki w Buku

Czyli sielanka?

Nie od razu. Na decyzję o przeprowadzce miałam dwa dni. Postawiłam wszystko na jedną kartę, rzuciłam dobrą pracę, mieszkanie przy gliwickim Rynku i przyjechałam tu w środku zimy. A zimy są tu srogie, ostatnia przyniosła mrozy do -19 st. Celsjusza. Ogrzewanie póki co słabe – w salonie 9 stopni. Za kilka dni zamarzła woda i ten inspirujący stan rzeczy trwał dobre dwa tygodnie. Najbliższe otoczenie i sam dom potrzebowały zresztą najpierw wielu zabiegów, remontów i zwykłego porządkowania. W zasadzie przez rok dochodziliśmy do obecnego stanu. Ale teraz to już naprawdę jest dobrze i nawet zima nas nie zaskoczy. Wyremontowany w ubiegłym roku amfiteatr również zaczął żyć, co stanowi prawdziwą wisienkę na torcie. A zresztą jest jednym z powodów naszego pobytu w tym wspaniałym miejscu.

No właśnie, temat teatru w Twoim życiu na razie pomijaliśmy. Dłużej już się najwyraźniej nie da. Chwal się….

Jestem aktorką Teatru Nowej Sztuki. Aktorstwa posmakowałam już wcześniej, ale dopiero tu zaczęłam to robić tak, jak zawsze chciałam. Zaczęła się poważna praca i wspaniałe podróże. Ze spektaklem „Pod podeszwą buta” wraz z partnerującym mi na scenie pochodzącym z Gliwic aktorem Mateuszem Mikołajczykiem, zresztą wychowankiem TNS, zjeździliśmy pół Europy, i to tej ciekawszej. Zagraliśmy między innymi w Gruzji, w Białorusi, Serbii i Estonii. Dla mojego rozwoju ważna była dylogia „Kobiety Bergmana”, w której grałam role w świetnym towarzystwie i na wspaniałej scenie Teatru Rozrywki w Chorzowie. Od Aleksandry Gajewskiej, Jarosława Karpuka czy Andrzeja Rozmusa mogłam się wiele nauczyć, ale też upewnić się co do jakości własnego warsztatu. To jeśli chodzi o spektakl „Po próbie” Ingmara Bergmana. Bezcenne były także chwile spędzone na scenie z gliwiczankami Sabiną Langner i Martyną Mikołajczyk w pierwszej części dylogii „Persony” Nikołaja Rudkowskiego. Temat kobiecości wrócił ponownie ze spektaklem Sylvii Plath „Trzy kobiety”. Arcytrudny materiał, którym wraz ze świetnymi Agatą Śliwą i Martą Dobrowolską-Rezinkin podbiliśmy serca publiczności. Bezcenne doświadczenia.

„Pod podeszwą buta” Anna Maksym i Mateusz Mikołajczyk, foto: Łukasz Gawin

Temat kobiecości jest Twoim ulubionym?

Teatr Nowej Sztuki od lat zgłębia ten temat. Moja wędrówka po tym kosmosie zaczęła się już od „Podeszwy”, czyli studium toksycznej relacji z mężczyzną w warunkach opresyjnych. Toksyczna miłość wróciła do mnie w „Personach”, tym razem z pierwiastkiem homoseksualnym. Spektakl „Po próbie” pozwolił mi z kolei przepracować problem relacji matka-córka. Kolejnym, chyba najważniejszym etapem tych poszukiwań prawdy o kobiecie stał się spektakl „Aparat, który dała mi matka” wg prozy Susanny Kaysen. Jest to również jak dotąd moje największe aktorskie wyzwanie. Mój partner i jednocześnie reżyser, Dariusz Jezierski, obdarzył mnie zaufaniem, które zrozumie tylko człowiek sceny i powierzył mi rolę w tym monodramie, nad którym sam pracował blisko osiem lat. To bardzo odważny spektakl, mówiący o sprawach najintymniejszych bardzo dosłownie, ale przy tym pięknie. Trzeba znaleźć w sobie siłę, by spojrzeć prosto w oczy widzom, reprezentując ogromną liczbę kobiet z całym bagażem doświadczeń związanych z ich seksualnością. Kiedy patrzę w oczy kobietom zaproszonym na scenę, kiedy czytam ankiety wypełnione przez nie po spektaklu, kiedy wreszcie biorę udział w dziesiątkach dyskusji prowadzonych po kolejnych pokazach wiem, jak bardzo potrzebny jest ten spektakl i jak bardzo ważna dla kobiet jest moja odwaga na scenie. Wydaje mi się, że wraz z tą rolą zniknęły wszystkie bariery i lęki w moim aktorstwie. Ważna jest tylko prawda i jeśli to jej przekazanie jest jedynym celem, wszelkie środki są właściwe.

Czyli teatr to bardzo ważna rzecz w Twoim życiu. Prawdopodobne zatem, że w Amfiteatrze Buk nie będą się odbywały jedynie koncerty?

W dawnej restauracji już były wystawione cztery spektakle. Przygotowujemy również prezentacje na scenie amfiteatru, a już wkrótce powstanie tu Europejskie Centrum Doświadczania Teatru. Plany są na miarę Gardzienic i Wierszalina. Gromadzimy wokół tej idei ludzi kultury i tych, którym kultura jest niezbędna do życia.

Amfiteatr BUK na co dzień
Amfiteatr BUK w filmowej krasie

No cóż, wasz Amfiteatr już wszedł na europejskie salony…

Rzeczywiście. Jako pierwsza oklaskiwała go widownia podczas festiwalu w Cannes. To właśnie w Amfiteatrze Buk Paweł Pawlikowski, zdobywca Złotej Palmy za reżyserię filmu „Zimna Wojna”, dostrzegł magię i nakręcił finałowe sceny swojego znakomitego filmu. Gościliśmy na planie Joannę Kulig, Borysa Szyca i Tomasza Kota. No i setki statystów, pośród których znalazłam się także ja, i to dość spektakularnie, bo mam nawet scenę „chodzoną”. Prawda jest taka, że mój filmowy debiut dosłownie nastąpił podczas festiwalu w Cannes. Śmieję się z tego, ale też traktuję ten fakt jako dobrą wróżbę.

Z reżyserem „Zimnej wojny” Pawłem Pawlikowskim
Na planie z aktorem Tomaszem Kotem

Aktorka, prezenterka telewizyjna, konferansjerka, ale przecież także terapeutka zajęciowa. To się jakoś łączy?

Łączy się i uzupełnia. Od 14 lat prowadzę w knurowskim ośrodku Caritas grupę teatralną „Alternatywa”, z aktorami mającymi liczne bariery, a jednak doskonałymi w tym co robią. Wielokrotnie nagradzani, mają okazję poczuć cząstkę tego, czym ja sama żyję. Bardzo mnie to cieszy i daje wiele satysfakcji.

Czy w takim wymarzonym życiu jest jeszcze miejsce na marzenia?

Bez marzeń nie da się żyć. Ale moją potrzebę marzeń i ich spełniania w zupełności zaspokaja świadomość, że właśnie zapisujemy zupełnie nowe karty w historii Buku. Miejsca w którym kocham, jestem kochana i które kocham.


Rozmowę przeprowadził Dariusz Jezierski, partner życiowy Anny Maksym w Buku w 2018 roku.