Chciałam narozrabiać

Rozmowa z Ewą Chodakowską, zwaną „Trenerką Wszystkich Polaków”

Ewa Chodakowska odwiedziła Gliwice na zaproszenie świętującego 10 urodziny Centrum Handlowego Forum. Urzekła nas jej uroda i zaskoczyła życiowa mądrość i dojrzałość. W świecie, w którym dużą sprzedaż odnotowują producenci czarnych parasolek, miło zasiąść do rozmowy z kimś, kto zdaje się tak dobrze rozumieć kobiety…

Pani Ewo…

Ewo. Niech będzie po imieniu, sportowo. Na sali treningowej nie ma „pań” i „panów”…

Zatem Ewo… W jakim stopniu Sanok, małe miasto, wpłynęło na to, kim teraz jesteś?

Mieszkając i wychowując się w Sanoku miałam ogromną potrzebę wypłynięcia na głębokie wody, przeniesienia się do większego miasta i rozpostarcia skrzydeł. Od samego początku miałam pomysł na siebie. Chciałam tworzyć coś ważnego, choć nie od razu wiedziałam, co to będzie. Sanok dawał na to niewielkie możliwości. To nie znaczy, że nie kocham tego miasta. Moja rodzina, w tym dwie moje siostry nadal tam mieszkają. Wiodą bardzo spokojne, przyjemne życie. Ale ja zawsze wiedziałam, że nie tam jest moje miejsce. Chciałam coś jeszcze w życiu narozrabiać.

Jak wygląda dzień Ewy Chodakowskiej?

(śmiech). Codziennie żyję trochę inaczej. Bardzo często zmieniam miejsce pobytu. Około 6 miesięcy w roku mieszkamy w hotelach. Każdy dzień jest inny, każdy niesie inne zobowiązania. Ktoś może pomyśleć, że fajnie żyć jak Chodakowska i realizować się w swoich pasjach. Ma to jednak wysoką cenę. Zawsze mam wrażenie, że za tydzień rozpocznę nowe życie, w nowym miejscu i muszę się zorganizować na nowo. I tak, faktycznie, jest. Jeśli ktoś lubi takie tempo, odnajdzie w takim życiu szczęście. Ale, trzeba wiedzieć, że wiąże się z tym szalona szybkość, ciągła walka o to, żeby okiełznać chaos.

Tygodnik „Wprost” umieścił Cię na liście 50 najbogatszych Polek. Jak się z tym czujesz?

Pieniądze nie są dla mnie wyznacznikiem sukcesu. Nigdy nie były dla mnie celem. Mówię to z pełną odpowiedzialnością. Są potrzebne do tego, żeby inwestować w kolejne projekty. Gdyby pieniądze były dla mnie priorytetem, pewnie poszłabym na emeryturę. Nie o to jednak chodzi. Dużo ważniejsze są dla mnie kobiety, moje podopieczne, z którymi spotykam się na co dzień, które śledzą moje działania i z którymi wchodzę w bliskie relacje.

Mam ogromną potrzebę zaszczepienia w Polkach przekonania, że powinny w siebie uwierzyć i trochę o siebie powalczyć.

Chcę im pokazać, że mają prawo do tego, żeby być szczęśliwe, żeby pokazać, czego chcą od życia. Trening, który im proponuję, nie zmienia tylko ich ciała i sylwetki. Moim celem jest, by był on narzędziem do wprowadzania zmian w nasze życie.
Na treningu nie tyle buduje się charakter, co się go uzewnętrznia. Na macie możemy trochę poeksplorować nasze wnętrze. A jak już siebie poznamy, to wiemy nad czym powinniśmy popracować. Kobiety, które ze mną trenują przełamują swoje słabości, rosną w siłę i uczą się samodyscypliny. Gdy to osiągną, zawieszanie poprzeczki wysoko na innych platformach życia nie jest im takie straszne.

Chcę zawalczyć o Polki. Obecnie trenuję ze mną kilka milionów kobiet, ale to wciąż za mało.

zdjęcie: Facebook.com