Kontakty z nami

Styl

Dziękuję, że mnie uratowaliście. Kocham Was!

Cud narodzin. A co, gdy go nie ma?

Opublikowane

-

foto: Fotolia.pl

Mojej córce mówię, że dzieci rodzą się w różny sposób. Znam kobiety, których pociechy przyszły na świat przez cesarskie cięcie, inne rodziły w tradycyjny sposób, a jeszcze inne urodziły dziecko w drodze adopcji. Każda z nich ma swoją historię – ta ma za sobą nieplanowaną ciążę, tamta – oczekiwane poczęcie, a jeszcze inna – pełną determinacji walkę z biologią. Niestety, tych ostatnich przykładów jest wokół mnie coraz więcej. Szczęściem w nieszczęściu większość z nich kończy się krzykiem nowo narodzonego dziecka.

Pięknooki chłopiec

Ten przedszkolak, o którym myślę, ma oczy jak dwa spodki filiżanki. Okalają je gęste firanki długich rzęs. Przyzwyczajony do pełnych zachwytu spojrzeń bywa lekko przemądrzały. Jest drobny, jak jego rodzice. Przyszedł na świat po wielu latach starań, ale niewiele osób wie, jak bardzo pomogła w tym medycyna.

Jego rodzice wykorzystali krótki żywot rządowego programu Pozaustrojowego Leczenia Niepłodności, który realizowany był w latach 2013-2016. Dzięki niemu urodziło się ponad osiem tysięcy dzieci. Od tego czasu pary zmagające się z problemem niepłodności, a chcące skorzystać z procedury in vitro, muszą to robić wyłącznie za własne pieniądze.

Trochę historii

W lipcu tego roku minęło 40 lat od narodzin pierwszego dziecka, które przyszło na świat dzięki zapłodnieniu in vitro. W szpitalu w Oldham metodą cesarskiego cięcia urodziła się Louise Brown. Jej poczęcie było możliwe dzięki pracy Patricka Steptoe i Roberta Edwardsa. Ten drugi w 2010 roku otrzymał Nagrodę Nobla w dziedzinie medycyny za opracowanie metody zapłodnienia pozaustrojowego. W Polsce pierwszym dzieckiem urodzonym dzięki metodzie in vitro jest Magdalena Kołodziej, która przyszła na świat w listopadzie 1987 roku w Białymstoku.

In vitro krok po kroku

Mimo szeroko zakrojonej kampanii informacyjnej, wiele osób wciąż nie wie, jak w praktyce wygląda zapłodnienie in vitro. Wciąż powielane są informacje, że to dzieci z „probówki”. Tymczasem zapłodnienie pozaustrojowe to coraz bardziej skuteczna metoda leczenia niepłodności. Problem ten dotyczy około 20% wszystkich par starających się o potomstwo.

Gdy zdecydujemy się na leczenie metodą in vitro, na początku czekają nas badania hormonalne i cytologia u kobiet oraz badanie nasienia u mężczyzn. Obojgu potencjalnym rodzicom są też robione badania genetyczne i wirusologiczne. Samo leczenie rozpoczyna się stymulacją hormonalną zwiększającą liczbę komórek jajowych i monitorowaniem cyklu poprzez badania USG. Następnie z jajników pobierany jest płyn pęcherzykowy z komórkami jajowymi, a mężczyzna w tym samym czasie musi oddać nasienie. Cały materiał trafia do laboratorium, w którym powstają zarodki, umieszczone później w specjalnych inkubatorach, gdzie dojrzewają. Najpóźniej w piątej dobie od zapłodnienia zarodki są transferowane do jamy macicy za pomocą specjalnego cienkiego cewnika. Po kolejnych 12 dniach na podstawie testu z krwi, a po upływie 23 dni na podstawie badania USG lekarz potwierdza ciążę kliniczną.

Garść statystyk

Ze statystyk dotyczących nieistniejącego już w naszym kraju programu Pozaustrojowego Leczenia Niepłodności wynika, że skuteczność, w przeliczeniu liczby ciąż klinicznych w stosunku do liczby transferu zarodków, to ok. 32%, przy czym rozbieżność między poszczególnymi klinikami wynosiła od 19% do nawet 41%.

Dzięki zapłodnieniu pozaustrojowemu przyszło już na świat ponad ćwierć miliona dzieci.

Oczywiście musimy pamiętać, że leczenie metodą in vitro nie gwarantuje sukcesu, a cała terapia może skończyć się rozczarowaniem. Są jednak takie pacjentki, które uparcie się nie poddają i próbują nawet kilkanaście razy. Przyjmuje się, że na 100 par starających się o ciążę tą metodą, ok. 90 udaje się to w ciągu 2 lat.

Mieszkam w Polsce, mieszkam tu, tu, tu, tu…

W naszym kraju stosowanie in vitro jest legalne, jednak w prawie istnieje kilka zapisów, o których warto wiedzieć. Do rzeczy zakazanych należą: handel zarodkami, diagnostyka genetyczna (np. ustalająca płeć dziecka), niszczenie zarodków zdolnych do rozrodu, pobierania komórek jajowych z ludzkich zwłok, a także tworzenie zarodków do wykorzystania w innych celach niż zapłodnienie in vitro. Po zakończeniu rządowego programu leczenia niepłodności pary dotknięte problemem niepłodności, a chcące skorzystać z in vitro, znów borykają się z problemem finansowania. Niestety metoda ta jest wciąż poza zasięgiem finansowym dużej części społeczeństwa. Jeśli przejrzymy cenniki większości klinik, to ceny zaczynają się od 10-12 tys. złotych, ale mogą przekroczyć też 20 tys. złotych. Skąd taka różnica? Cena podstawowych badań pary to ok 2 tys. zł. Najdroższa, ale też najbardziej skomplikowana jest sama procedura – punkcja, zapłodnienie i transfer. To koszt kolejnych 7-8 tys. zł. Jak twierdzi jeden z lekarzy zajmujący się leczeniem in vitro, każdy przypadek jest inny i każdy trzeba indywidualnie wycenić. Wszystko zależy od dolegliwości, częstotliwości wizyt oraz rodzajów leków, które muszą brać pacjenci. Czy warto?

Pięknooki chłopiec 2

Mały przedszkolak, o którym pisaliśmy na początku, podczas wakacji wywrócił się na rowerku i dosyć mocno stłukł kolano. Oczywiście jego rodzice natychmiast oczyścili ranę i założyli opatrunek. Wieczorem tego samego dnia, gdy leżał w łóżku, a mama i tata czytali mu bajki na dobranoc usłyszeli od naszego bohatera – „dziękuję, że mnie uratowaliście. Kocham Was”. Czy warto? Warto!

08_Cud Narodzin

Dziennikarka od lat wielu, czująca szczególną bliskość z tematami kulturalnymi, społecznymi i miastotwórczymi. Jej mottem życiowym są słowa mistrza Sapkowskiego, zgodnie z którymi lepiej zaliczać się do niektórych, niż do wszystkich. Gdy pracuje, nuci pod nosem Teksańskiego zespołu Hey, twierdząc, że to utwór o niej, choć muchy by nie skrzywdziła. Nie, aniołem nie jest, ale złe moce interesują ją tylko w horrorach Stephena Kinga.

Moda

Because Pants Make The Man

Benevento – spodnie skrojone do perfekcji

Opublikowane

-

zdjęcia: archiwum Benevento / K8 Studio

Do tej pory spodnie, będące przecież bazą męskiej garderoby, były traktowane po macoszemu. Przyszedł czas, aby to zmienić – dlatego powstała firma Benevento.

Nazwa Benevento pochodzi od miejscowości we Włoszech, gdzie, jak głosi legenda, raz do roku zbierały się czarownice i pod wielkie drzewo orzechowca zwoływały miejscowych mężczyzn, aby przez tańce oraz picie ziołowych nalewek oczarować ich i wykorzystać. Właściciele firmy mówią pół żartem, pół serio, że chcą odwrócić historię tak, by przez swój wizerunek mężczyzna mógł czarować kobiety. Ich motto brzmi: Because Pants Make The Man.

Benevento tworzy doświadczony duet (zarówno w biznesie, jak i prywatnie), który pracuje w branży od ponad 17 lat. W tym czasie właściciele uszyli ponad milion par spodni. Na tę liczbę składają się realizacje dla największych marek mody męskiej w Polsce, Niemczech czy Wielkiej Brytanii, a także zamówienia indywidualne. Prowadzenie szwalni specjalizującej się w szyciu męskich spodni pozwoliło im zdobyć obszerną wiedzę i podjąć wyzwanie, jakim jest stworzenie polskiego produktu, który – co dla nas tym cenniejsze – powstaje w Gliwicach, a tryumfy święci również na zagranicznych rynkach.

Właściciele nie ukrywają dumy ze swojego dzieła, mówiąc bez zbędnej skromności, że stworzyli perfekcyjne kroje spodni – podkreślające męską sylwetkę i ukrywające jej mankamenty. Gliwickie Benevento bacznie śledzi zmieniające się trendy w modzie. Zgrany duet wyspecjalizował się w wąskiej dziedzinie, dlatego jest w stanie zadbać o każdy szczegół. Marzenie o tworzeniu najwyższej jakości polskich spodni spełnia się zatem każdego dnia. Tak powstają spodnie, będące efektem nowoczesnego spojrzenia na klasyczną elegancję.

Z dobrej mąki dobry chleb. A z dobrego materiału – spodnie

Firma pracuje na specjalnie wyselekcjonowanych tkaninach wyprodukowanych przez renomowane tkalnie włoskie i brytyjskie. Każda z wybranych tkalni jest wyspecjalizowana w swojej dziedzinie i ma za sobą dziesięciolecia doświadczenia. Wszystkie tkaniny są osobiście wybierane przez właścicieli firmy. Istotne są właściwości materiału, jego estetyka i kolor. Znalezienie odpowiedniej jakości możliwe umożliwiają branżowe targi.


Więcej w najnowszym numerze magazynu Prestiż gliwicki

czytaj dalej

Moda

Kolory na karnawał

Trend na natural look trzyma się mocno

Opublikowane

-

Dorota Nowicka, foto: Anna Gołębiowska Photography

Odważny i kolorowy czy stonowany i dyskretny? Makijaż to najważniejszy element w karnawałowej kreacji, twierdzi Dorota Nowicka, od lat zajmująca się zawodowo upiększaniem twarzy kobiet.

Jaki makijaż króluje w tegorocznym karnawale ?

Przede wszystkim złoto, błysk, brokat i kolor. Jak to w karnawale – możemy sobie pozwolić na wiele więcej w makijażu. Dziś warto zwrócić uwagę, że brokatowe mogą być nie tylko powieki, ale również inne części twarzy. Nic nie stoi na przeszkodzie, by w ten odważny sposób ozdobić skronie, policzki czy nawet usta.

Ważnym bohaterem tegorocznego karnawału jest też kolor. Oczy pomalujmy jednolicie nasyconym na przykład pomarańczem lub zestawiajmy ze sobą kontrastowe barwy. Zaszaleć można również z kolorem ust. Intensywne, ciemne lub jaskrawe są jak najbardziej w modzie. Nie zapominajmy oczywiście w tym miejscu o ponadczasowej czerwieni, która zawsze będzie pożądaną klasyką.

Dorota Nowicka, foto: Anna Gołębiowska Photography

Czy w takim razie w karnawałowym makijażu wszystko dozwolone? Czy panują jakieś reguły?

Pewien umiar jest dobry we wszystkim, i w makijażu, nawet tym na wielkie wyjście, również się to sprawdza. Jeśli stawiamy na mocny akcent kolorystyczny lub brokat, to dobrze by usta pozostały delikatne i naturalne, czyli muśnięte np. błyszczykiem lub bezbarwną pomadką. Natomiast gdy usta grają pierwsze skrzypce w naszej stylizacji, to oczy powinny być podkreślone subtelnie, a nawet mogą pozostać prawie sauté.

Bardzo polecam, by w tej kwestii zaufać specjalistom, ponieważ dobór odpowiednich kolorów i ich odcieni w zależności od typu urody jest niezwykle ważny. Istotna jest również trwałość makijażu, bo ten musi przecież przetrwać całą noc.

Co najczęściej doradzasz swoim klientkom w tym sezonie, także poza karnawałem?

Trend na natural look trzyma się mocno. Przede wszystkim zadbana cera i delikatny makijaż, który w wersji wieczorowej dobrze wzmocnić intensywnym kolorem lub błyskiem, ale bez efektu przerysowania. Osobiście i subiektywnie zachęcam właśnie do postawienia na kolor i rezygnację z doczepiania sztucznych rzęs. Jeśli klientka jest przywiązana do klasyki, a ma być efektownie, to doradzam np. czerwone usta.

Dla mnie najważniejsze jest, by kobieta w swoim makijażu czuła się komfortowo, więc przede wszystkim wsłuchuję się w oczekiwania, a w drugiej kolejności doradzam.

Rozmawiała Małgorzata Katafiasz

Dorota Nowicka, Make-up, 660 617 806
https://www.facebook.com/dorotanowickamakeup/

czytaj dalej

Styl

Radzimy jak przeżyć pierwsze dni na stoku?

Nasza forma to tylko jeden z aspektów bezpieczeństwa podczas pobytu na stoku…

Opublikowane

-

foto: Andrzej Marczuk

Wiele osób wstaje od biurka, wyciąga sprzęt i jedzie na stok. Niestety, jest to poważny błąd przekonuje Jakub Bednarek, fizjoterapeuta, właściciel gabinetu fizjoterapii JAK-MED.

1. Panie Jakubie, przed wyjazdem na narty przede wszystkim powinniśmy…

Zadbać o odpowiednie przygotowanie fizyczne. Wiele osób wstaje od biurka, wyciąga sprzęt i jedzie na stok. Niestety, jest to poważny błąd, który powoduje liczne urazy. Najprostsze ćwiczenia możemy wykonać nawet w biurze. Na przykład tzw. „krzesełko” – opieramy się plecami o ścianę i uginamy nogi tak, jakbyśmy siedzieli – staramy się wykonać 10-15 powtórzeń po około 20 sekund. Z kolejnymi dniami stopniowo wydłużamy czas i liczbę powtórzeń. Możemy także wykonywać przysiady, wykroki, wspinanie się na palce oraz ćwiczenia wzmacniające obręcz biodrową, przy użyciu taśm.

2. Jednak ćwiczenia wyłącznie w biurze nie zagwarantują nam właściwego przygotowania motorycznego do sezonu narciarskiego…

Oczywiście. Możemy wykonywać ćwiczenia w domu, biegać na świeżym powietrzu, pójść do klubu fitness lub siłowni, czy też na crossfit.

Trening powinien składać się z rozgrzewki, treningu właściwego i rozciągania (inaczej strechingu).

Ćwiczymy 2-3 razy w tygodniu, aby nasze mięśnie, stawy, więzadła były przygotowane do jazdy na nartach. Stopniowo zwiększamy intensywność i długość treningów oraz liczę dni treningowych (do 4).

3. Kiedy najlepiej rozpocząć przygotowania do szusowania na stokach?

No cóż, przygotowania najlepiej rozpocząć 6 tygodni przed wyjazdem na narty. A potem trzeba starać się utrzymać organizm w formie przez cały rok. Pamiętajmy jednak o tym, że nasza forma to tylko jeden z aspektów bezpieczeństwa podczas pobytu na stoku, drugim z nich jest odpowiednio dobrany i przygotowany sprzęt narciarski.

Jakub Bednarek, fizjoterapeuta, właściciel gabinetu fizjoterapii JAK-MED. Jest absolwentem Wyższej Szkoły Fizjoterapii we Wrocławiu. Specjalizuje się w terapii manualnej według koncepcji Kaltenborn-Evjenth. Ciągle pogłębia swoją wiedzę – praca to jego pasja.

czytaj dalej

Trending

scriptsell.neteDataStyle - Best Wordpress Services