Nie golę się zupełnie bezrefleksyjnie. Ot i co

W tym roku mija 31 lat mojego niegolenia się. Zwykle nie zastanawiam się nad swoim niegoleniem się. Bo i po co. Nie golę się i już. Nie golę się zupełnie bezrefleksyjnie. Podobnie nie wnikam w głąb siebie, by zrozumieć z jakich to powodów nie uprawiam szermierki, ani też dlaczego nie gram na wiolonczeli. Po prostu nie i koniec. Wystarczyło jednak, że do mojego niegolenia dołączyłem posiadanie dłuższej brody, a już zmuszono mnie do rozważań nad sensem lub bezsensem brody. Czynię to dlatego, że zarówno znajomi jak i osoby świeżo napotykane zagadują mnie dość często na temat mojej brody. Zauważam, że broda wywołuje zaciekawienie, a czasem wręcz zdziwienie. Zdziwienie to nie dziwiłoby mnie gdybym był kobietą. A przecież kobietą ewidentnie nie jestem. Stwierdzam, że nikt przecież nie wykazuje podobnego zdziwienia, gdy kobieta ma dłuższe włosy. Zwykle jest to sprawa całkowicie indywidualna. Jedna z pań woli tak, a inna inaczej. Paniom nie zdarzają się raczej takie rozmowy na targu:

– Ale ma pani długie włosy! Moja babcia też miała takie włosy, ale żona to jakoś nie chce się dać namówić!

Mnie analogiczne rozmowy na temat brody się zdarzają.

Sprawa wydała mi się na tyle ciekawa, że postanowiłem ją zgłębić. Szczęśliwie pan Christopher Oldstone-Moore napisał niedawno książkę „Historia brody – zaskakujące dzieje męskiego zarostu„. Wyczytałem tam między innymi, że wbrew pozorom broda wcale nie jest przejawem atawizmu. Otóż bowiem szympans bonobo, najbliższy nam ludziom krewny ze świata zwierząt, zaskakująco nie posiada owłosienia podbródka i górnej wargi. Zadziwiające jest więc skąd wziął się zarost u nas ludzi i dlaczego posiadają go akurat mężczyźni, a kobiety już nie.

We wspomnianej książce wyczytałem, że skoro już zarost stanowi ludzko-męską cechę, to na przestrzeni dziejów raz bywał modny, a innym razem wręcz przeciwnie. Był też wykorzystywany do jako narzędzie do uzewnętrzniania poglądów lub postawy życiowej. By dociec istoty męskiego zarostu podejmowano badania wpływu posiadania brody na kobiety. Ku mojemu rozczarowaniu okazało się, że nie ma dostatecznych dowodów na to by stwierdzić, że mężczyzna brodaty wywołuje u pań większe zainteresowanie niż mężczyzna wygolony do cna. Że wszystko jest w znacznie większym stopniu kwestią gustów i mód niż biologii. A moda na brody zmienia się w czasie niemal jak moda odzieżowa. Raz preferowany jest taki fason, innym razem sugerowany jest inny. W jednym okresie brodowi modyści sugerują zapuszczać, a w innym ciąć brody. Coraz to pojawiają się coraz bardziej naturalne pomady do bród o coraz bardziej wymyślnych nazwach i coraz bardziej frapujących zapachach. Myślę, że skoro przetrwałem to wszystko przez 31 ostatnich lat to i przetrwam prawdopodobnie następnych 31. Jeśli tylko dobry Bóg da przetrwać.

Filozofię posiadania czy nieposiadania męskich zarostów i bród dobrze charakteryzuje pewna anegdota. Idąc niedawno Raciborską natknąłem się na mojego wieloletniego kolegę. I na nim moja broda musiała zrobić jakieś wrażenie skoro zagadnął mnie:
– Dlaczego masz taką brodę?
– Lepiej mi powiedz, czemu się golisz? – zapytałem
– Golę się, bo golił się mój ojciec, a ojciec się golił, bo golił się też jego ojciec – odpowiedział.

Następnie przywołał następującą anegdotę:

Pewna żona wsadzając szynkę do brytfanny odcinała rytualnie końcówki szynki z obu stron – tzw. dupki. Dziwiąc się temu mąż spytał:
– Dlaczego odcinasz końcówki szynki przed umieszczeniem jej w brytfannie?
– Robię tak dlatego, że zawsze tak robiła moja mama.
– A dlaczego tak robiła twoja mama?
– Nie wiem, spytam.

– Mamo! Dlaczego przed umieszczeniem szynki w brytfannie odcinasz końcówki z obu stron?
– Robię tak zawsze, bo tak robiła moja matka, a twoja babcia
– A dlaczego tak robiła babcia?
– Nie wiem, sama spytaj babci, skoro cię to nurtuje.

– Babciu! Dlaczego przed włożeniem szynki do brytfanny odcinasz zawsze końcówki szynki z obu stron?
– Robię tak, bo tak czyniła zawsze moja mama, a twoja prababcia.
– A dlaczego tak robiła?
– Ano dlatego, że moich rodziców stać było tylko na niewielką brytfankę, w której szynka się zwykle nie mieściła.

Ot i co.