Kontakty z nami

Ludzie

Warto zrobić sobie od czasu do czasu taki prezent

VICTORIA DAY SPA ORAZ TRENDY GLIWICE

Opublikowane

-

zdjęcia wykonał: Andrzej Korsak

Dla kondycji fizycznej i psychicznej warto zrobić sobie od czasu do czasu taki prezent, oderwać się od codzienności, zregenerować ciało i umysł, mówi Sławomira Wiktoria Puchała, założycielka firmy i kreatorka marki Victoria Day Spa

Pierwsza praca
Studiowałam Inżynierię i Ochronę Środowiska w Gliwicach. Pracę w zawodzie (w biurze projektowym) znalazłam na piątym roku. Ta praca wiele mnie nauczyła, ale była też bardzo wymagająca. Nierzadko pracowałam po dwanaście godzin dziennie. To świetne doświadczenie dla młodej osoby tuż po studiach, ale niekoniecznie dla młodej mamy, którą zostałam rok po zakończeniu studiów.

Po urlopie macierzyńskim wróciłam jednak do pracy i to był najtrudniejszy dla mnie czas. Praktycznie nie sypiałam, a po nieprzespanej nocy musiałam mimo wszystko iść do pracy. Tam z kolei wszyscy mieli do mnie pretensje, że nie zostaję po godzinach. Wytrzymałam w takim trybie parę miesięcy. Dano mi zresztą jasno do zrozumienia, że jeśli nie będę robić nadgodzin (co dla reszty zespołu było normą) muszę pożegnać się z pracą. Zadziałało to bardzo na moje ambicje i postanowiłam, że nigdy już nie pozwolę na to, żeby ktoś w ten sposób mówił mi, co mam robić i jak pracować.

zdjęcie wykonał Andrzej Korsak

Pomysł
Przypomniałam sobie wtedy o pomyśle na założenie Łaźni Tureckiej (Hamamu). Przyszedł mi do głowy podczas jednej z podróży, jeszcze w czasie studiów. Pojechałam wtedy do Turcji i po raz pierwszy w życiu skorzystałam ze SPA. Zabieg polegał na peelingu całego ciała i kąpieli w pianie zakończonej masażem. To bardzo silne wspomnienie, bo jeszcze długo po zabiegu czułam się o kilka lat młodsza. Byłam w pełni zrelaksowana oraz miałam mnóstwo pozytywnej energii do działania. Stwierdziłam, że dla kondycji fizycznej i psychicznej warto zrobić sobie od czasu do czasu taki prezent, oderwać się od codzienności, zregenerować ciało i umysł. Pomyślałam, że chciałabym się podzielić ta- kim doświadczeniem z innymi i postanowiłam, że otworzę łaźnię turecką w Gliwicach. Pomysł wydawał się absurdalny, ale ja naprawdę w niego wierzyłam i chciałam go zrealizować. Początkowo planowałam otworzyć Hamam w piwnicy, w domu rodziców. Oczywiście nikt z mojego otoczenia nie traktował tego poważnie, ale ja jestem uparta i kiedy coś sobie postanowię, nie ma szans, żebym z tego zrezygnowała. Miałam CEL. Zabrałam się więc do działania. Znalazłam firmę, która przygotowuje pomieszczenia pod tureckie łaźnie i spotkałam się z przedstawicielem. Dowiedziałam się wtedy, że w Polsce idea Hamamu mogłaby się nie przyjąć, bo ludzie są zbyt zabiegani żeby znaleźć czas na tego typu relaks, ale za to świetnie sprawdza się idea „dziennego spa” (day spa), które jest połączeniem zabiegów na ciało oraz kosmetologii. Uznałam, że to fantastyczne rozwiązanie. W mojej wizji ukazał się obraz pięknego salonu, w którym Klienci będą mogli nie tylko się zrelaksować, ale również zadbać o skórę, nabrać pewności siebie, poczuć się lepiej w swoim ciele.

Nauka
Oczywiście realizacja pięknego Day Spa wymaga ogromnych nakładów finansowych (czego nie byłam wówczas świadoma). Wiedziałam jedynie, że będę potrzebować pieniędzy. Postanowiłam rozeznać rynek przedsiębiorców i postarać się o dotację unijną. Dowiedziałam się od koleżanki, która zajmowała się pisaniem wniosków, że maksymalne dofinansowanie dla jednoosobowej firmy wynosi 200 tysięcy złotych. Wymogiem było jednak założenie działalności. Zdecydowałam się na ten krok, ponieważ czułam, że sobie poradzę. Byłam wówczas młodą mamą (syn miał ok. 2 lat, a córeczka kilka miesięcy). W opiece nad dziećmi bardzo pomagała mi mama, dzięki czemu miałam czas na realizację swojego przedsięwzięcia. Pracowałam dorywczo u taty w firmie jako projektant. Dzięki temu, że miałam założoną działalność mogłam starać się o 100% dofinansowanie na studia podyplomowe z kosmetologii o kierunku Innowacyjne Techniki Spa, które podjęłam, aby poznać branżę. Zapisałam się również do rocznej szkoły Eksperta Kosmetyki Profesjonalnej w Tychach oraz równolegle podjęłam, też roczne, szkolenie dla przedsiębiorców. Chciałam poznać tajniki prowadzenia firmy, chociaż okazało się, że intuicyjnie wiedziałam wiele rzeczy, których uczono na tym kursie. Od początku planowałam stworzyć miejsce, w którym będą świadczone usługi na bardzo wysokim poziomie. Wiedziałam więc, że zabiegów nigdy nie będę wykonywać osobiście, bo chciałam, żeby Klientami opiekowały się osoby mające doświadczenie praktyczne. Studia podyplomowe z Marketingu i Zarządzania (które kończyłam równolegle ze studiami na Politechnice) pomogły mi w utworzeniu zespołu, studia inżynierskie oraz dodatkowe szkolenie dla projektantów wnętrz nauczyły mnie projektować, dzięki czemu mogłam sama zaaranżować wnętrze salonu, natomiast studia z kosmetologii pozwoliły mi stworzyć ofertę zabiegów.

Komplikacje
Nie obyło się jednak bez przeszkód: niestety nie udało mi się zdobyć dotacji. Mimo, że wniosek o dofinansowanie, który samodzielnie pisałam przez cały okres nauki spełniał wszystkie wymogi merytoryczne, kwestie formalne zadecydowały o porażce. Brakowało kluczowego załącznika – pozwolenia na budowę, które się bardzo opóźniło z przyczyn niezależnych ode mnie. Byłam już jednak zbyt mocno zaangażowana w ten projekt, poświęciłam na przygotowanie się do niego zbyt wiele czasu i energii, żeby się wycofać. Nie chciałam się poddać i przekonałam męża, żebyśmy sprzedali mieszkanie, w którym zamieszkaliśmy zaraz po ślubie. Wprawdzie kiedy chce się otworzyć Spa, pieniądze ze sprzedaży dwupokojowego mieszkania to kropla w morzu potrzeb, ale udało mi się z tych środków zrobić remont wynajętego lokalu oraz zakupić podstawowy sprzęt i wyposażenie. Tak oto powstał pierwszy oddział Victorii Day Spa – w centrum miasta, blisko rynku.

Początki
Sporo ryzykowałam, bo nie mając wyrobionej marki od razu zatrudniłam trzech pracowników. Byłam przekonana, że natychmiast moja działalność wzbudzi spore zainteresowanie i… mocno się zawiodłam. Początkowo mieliśmy dwóch klientów tygodniowo. To w żaden sposób nie pokrywało kosztów stałych. Na szczęście jestem taką osobą, która w momencie pojawienia się problemu, stara się zawsze znaleźć rozwiązanie. Zapomniałam więc o postanowieniu, że nie chcę mieć w pracy nadgodzin i kosztem snu, wolnego czasu oraz życia prywatnego zabrałam się za jeszcze intensywniejszą pracę – tym razem marketing. Wiedziałam, że dzieci są pod bardzo dobrą opieką mojej mamy, byłam więc w stanie tak intensywnie pracować. Zaczęłam uczyć się grafiki i sama projektowałam materiały promocyjne, rozwijałam ofertę dostosowując ją do rynku i zajmowałam się wieloma rzeczami naraz. Bardzo pomagał mi również mąż, który stworzył i pozycjonował firmową stronę internetową. Czułam ogromne wsparcie ze strony najbliższych, co było dla mnie siłą napędową. W momencie, kiedy oferta była już mocno rozbudowana, wpadłam na pomysł żeby sprzedawać bony upominkowe do Spa. W tamtym czasie bony podarunkowe to była nowość, a my byliśmy pierwszym salonem Spa w Gliwicach oferującym takie prezenty. W ciągu roku udało nam się tak rozwinąć firmę, że bez problemu zarabiała ona na swoje utrzymanie. To, patrząc na trudne początki, był pierwszy sukces.

Droga do celu
Dowiedziałam się wówczas, że jest do kupienia inne Spa w Gliwicach. Było to szaleństwo, ale zdecydowałam się przejąć ten salon i wówczas istniały już dwa nasze oddziały. Okazało się jednak, że nie była to najlepsza decyzja, gdyż pomimo ogromnej liczby klientów i dobrze już wyrobionej marki, firma nie była w stanie zarobić na koszty. Przeniosłam zatem całą działalność do nowego miejsca, co z kolei wzbudziło u mnie ogromny żal, bo całe wyposażenie pierwszego oddziału musiałam pochować do piwnic, a sprzęt był przecież praktycznie nowy. Szkoda mi było również lokalizacji, gdyż w centrum Gliwic wszystko się zaczęło. To tu pozyskiwaliśmy naszych pierwszych Klientów. Dlatego, gdy pojawiła się możliwość kupienia lokalu w kamienicy na Rynku, zdecydowałam się powrócić do centrum. Żeby sfinansować zakup lokalu postarałam się o unijną pożyczkę, ale to nie wystarczyło na stworzenie tak luksusowej przestrzeni, o jaką mi chodziło. Zdecydowałam się sprzedać Spa oddalone od centrum i w ten sposób pozyskać środki na sfinansowanie remontu oraz wyposażenia nowego miejsca. To właśnie wtedy narodziła się prawdziwa Victoria – Victoria Day Spa luxury.

Rozwój
To był strzał w dziesiątkę. Piękny salon w samym sercu miasta. W miejscu gdzie na zewnątrz jest szum, gwar, chaos, w Victorii na pierwszym piętrze panuje spokój, relaks, wyciszenie. To tutaj zbudowaliśmy zespół w-Spa-niałych „Victorianek” oraz rozbudowaliśmy ofertę zabiegów o doskonały, medyczny sprzęt. Ugruntowaliśmy też ofertę zabiegów dzieląc ją na cztery grupy (Victoria Day Spa, Victoria Slim, Victoria Epil Desire oraz Victoria MEDICA). Celem tego podziału było w moim zamierzeniu przygotowanie się do utworzenia oferty franczyzowej. Pod koniec 2016 roku było już tak dużo Klientów i Pracowników, że nie byliśmy w stanie się pomieścić. Wydłużyło to mocno czas oczekiwania na wizyty. Bardzo istotny był również fakt, że chcieli do nas dołączyć kolejni fantastyczni ludzie, których z racji ograniczonej powierzchni nie byłam w stanie przyjąć do zespołu. Musiałam więc rozejrzeć się za następnym lokalem. W trakcie poszukiwań zadzwoniła do mnie koleżanka z pytaniem, czy nie chciałabym przejąć salonu fryzjerskiego. Fryzjerstwo? Doskonale! Przecież to był praktycznie ostatni element z branży beauty, który dopełniał całość naszej oferty. Ponadto nie był to przypadkowy salon fryzjerski, tylko ekskluzywny salon prowadzony pod ogólnopolską, renomowaną marką TRENDY HAIR FASHION. Dodatkowo lokal, w którym było fryzjerstwo miał również przestrzeń, którą można było przystosować pod gabinety zabiegowe. Oglądając salon, w głowie od razu miałam projekt drugiego oddziału Victorii Day Spa. W kontekście planowanej franczyzy była to też okazja do sprawdzenia, jak działa franczyza z perspektywy franczyzobiorcy. Na korzyść przemawiała również lokalizacja, bo salon znajduje się na starówce – przy samym rynku na ul. Krótkiej 2 (ok. 50 metrów od pierwszego). Daje to możliwość korzystania z przestrzeni zabiegowej obydwu oddziałów Victorii oraz z dostępnych urządzeń zarówno przez Pracowników jak i Klientów.

Ludzie
Był już zatem piękny salon Spa na gliwickim rynku wyposażony w bardzo dobry sprzęt. Była już wyrobiona marka dobrze kojarzona w mieście. Nie byłoby jednak niczego gdyby nie fantastyczny zespół doskonałych specjalistów! Ludzie – to właśnie największy sukces Victorii. Od samego początku istnienia oddziału na rynku są z nami te same osoby. Zespół, który powstał w tym miejscu (otwarcie salonu było w maju 2015 roku) początkowo składał się z 4 osób. W ciągu roku było nas już dziesięciu. Po przejęciu salonu fryzjerskiego TRENDY i otwarciu w nim drugiego oddziału Victorii, zespół powiększył się do 18 osób! Jest też bardzo dobrze zarysowany podział na poszczególnych branżystów. Mamy w zespole dwóch managerów – bardzo ciepłą, serdeczną Anetkę, która zarządza zespołem „Victorianek” na rynku oraz Andrzeja – doskonałego stylistę, pasjonata fryzjerstwa, który przejął pod swoje „skrzydła” zespół stylistów w salonie Trendy. W nowootwartej Victorii na ul. Krótkiej nad zespołem czuwam obecnie ja, natomiast w najbliższym czasie z naszego składu najprawdopodobniej wyłoni się kolejny manager. W zespole nie ma osób przypadkowych. Dobieram profesjonalistów, bo to od nich zależy, czy Klienci będą się u nas dobrze czuli. Każda z osób pracujących w firmie ma też trzy główne cechy charakteru. Uczciwość, lojalność, pracowitość. To cechy, którymi ja się kieruję w życiu i na nich opieram funkcjonowanie firmy. Wiem również, że każdy z nas jest ważną częścią zespołu, w którym motorem napędowym jest pasja, a celem dobro Klienta.

Otwarcie salonu Trendy, zdjęcie wykonał Andrzej Korsak

Rodzina
Nie byłoby jednak tej firmy, gdyby nie wsparcie, które każdego dnia otrzymuję od najbliższych mi osób. Mąż pomaga mi w działaniach marketingowych, rodzice w opiece nad moimi wspaniałymi dziećmi, których nie byłabym w stanie przekazać obcej niani. Dzięki pomocy bliskich mogę pracować wiedząc, że dzieci mają zapewnioną doskonałą opiekę.

Przyszłość
Mam konkretną wizję rozwoju, która ściśle powiązana jest z planowaną ofertą franczyzową. Biorąc pod uwagę fakt, iż w naszym zespole są obecnie nie tylko specjaliści z wieloletnim doświadczeniem praktycznym, ale również pedagodzy, myślę, że nadszedł czas, aby podzielić się swoją wiedzą. Mamy już gotową ofertę szkoleniową, która dopełni to, co udało nam się osiągnąć i da solidne podstawy pod rozwój marki franczyzowej Victoria Day Spa.

www.victoriadayspa.pl

Rzemieślnik multimedialny. Wieloletnia praca w branży reklamowej pozwoliło mu zdobyć doświadczenie i wiedzę. W dalszym ciągu jednak najważniejszy i wciąż najcenniejszy jest Czytelnik.

Ludzie

MASKArady

– nie tylko o tym, że uśmiech czasem szkodzi

Opublikowane

-

Anna Gliszczyńska / zdjęcie: Anna Gołębiowska Photography

Początek roku, podobnie jak inne daty graniczne, sprzyja podsumowaniom. Czasem lista pozycji po stronie strat jest długa niewspółmiernie do tej po stronie zysków i nasz bilans wychodzi na minus. To znacznie obniża nastrój, a czasem prowadzi również do poważniejszych stanów, z depresją włącznie. O tym, dlaczego to tak nas dotyka, mówi terapeutka i psychodramatystka Anna Gliszczyńska z Ośrodka Leczenia Depresji i Nerwic „Sikornik”.

Anna Gliszczyńska / zdjęcie: Anna Gołębiowska Photography

Myślę, że mało jest takich ludzi, którzy nigdy w życiu nie przechodzili przez trudne momenty, nie doznawali strat i nie mieli objawów, które powszechnie nazywa się depresyjnymi, a których etiologia może mieć najrozmaitsze podłoże. A jednak nie wszyscy trafiają ze swoimi problemami do specjalisty.

Często słyszymy, że powinniśmy się wziąć w garść, a jakikolwiek kiepski nastrój jest źle widziany, nawet jeśli jest on uzasadniony naszymi przeżyciami. Bo przecież normalne jest, że jeśli tracimy coś dla nas ważnego, przeżywamy smutek, ale okazywanie go jest już passé. Ludzie w naszym otoczeniu nieustannie nas oceniają, pouczają, że żal trwa zbyt długo lub wyrażają swoją dezaprobatę ponieważ nie wyglądamy tak, jak tego od nas oczekują. Czasem słusznie, a czasem nie, wysyłają nas do specjalisty lub nakazują: zrób coś ze sobą, bo nam taka nie pasujesz. Nie pasujesz do naszego radosnego, hedonistycznego świata. Wszyscy chcą mieć uśmiechniętą mamę, zadowolonego ojca, wesołą żonę bądź męża. Te oczekiwania są powszechne.


Więcej w najnowszym wydaniu magazynu Prestiż gliwicki nr 01/2019

czytaj dalej

Ludzie

Chciałam narozrabiać

Chcę zawalczyć o Polki. Obecnie trenuję ze mną kilka milionów kobiet, ale to wciąż za mało.

Opublikowane

-

zdjęcie: mat. prasowe CH FORUM

Rozmowa z Ewą Chodakowską, zwaną „Trenerką Wszystkich Polaków”

Ewa Chodakowska odwiedziła Gliwice na zaproszenie świętującego 10 urodziny Centrum Handlowego Forum. Urzekła nas jej uroda i zaskoczyła życiowa mądrość i dojrzałość. W świecie, w którym dużą sprzedaż odnotowują producenci czarnych parasolek, miło zasiąść do rozmowy z kimś, kto zdaje się tak dobrze rozumieć kobiety…

Pani Ewo…

Ewo. Niech będzie po imieniu, sportowo. Na sali treningowej nie ma „pań” i „panów”…

Zatem Ewo… W jakim stopniu Sanok, małe miasto, wpłynęło na to, kim teraz jesteś?

Mieszkając i wychowując się w Sanoku miałam ogromną potrzebę wypłynięcia na głębokie wody, przeniesienia się do większego miasta i rozpostarcia skrzydeł. Od samego początku miałam pomysł na siebie. Chciałam tworzyć coś ważnego, choć nie od razu wiedziałam, co to będzie. Sanok dawał na to niewielkie możliwości. To nie znaczy, że nie kocham tego miasta. Moja rodzina, w tym dwie moje siostry nadal tam mieszkają. Wiodą bardzo spokojne, przyjemne życie. Ale ja zawsze wiedziałam, że nie tam jest moje miejsce. Chciałam coś jeszcze w życiu narozrabiać.

Jak wygląda dzień Ewy Chodakowskiej?

(śmiech). Codziennie żyję trochę inaczej. Bardzo często zmieniam miejsce pobytu. Około 6 miesięcy w roku mieszkamy w hotelach. Każdy dzień jest inny, każdy niesie inne zobowiązania. Ktoś może pomyśleć, że fajnie żyć jak Chodakowska i realizować się w swoich pasjach. Ma to jednak wysoką cenę. Zawsze mam wrażenie, że za tydzień rozpocznę nowe życie, w nowym miejscu i muszę się zorganizować na nowo. I tak, faktycznie, jest. Jeśli ktoś lubi takie tempo, odnajdzie w takim życiu szczęście. Ale, trzeba wiedzieć, że wiąże się z tym szalona szybkość, ciągła walka o to, żeby okiełznać chaos.

Tygodnik „Wprost” umieścił Cię na liście 50 najbogatszych Polek. Jak się z tym czujesz?

Pieniądze nie są dla mnie wyznacznikiem sukcesu. Nigdy nie były dla mnie celem. Mówię to z pełną odpowiedzialnością. Są potrzebne do tego, żeby inwestować w kolejne projekty. Gdyby pieniądze były dla mnie priorytetem, pewnie poszłabym na emeryturę. Nie o to jednak chodzi. Dużo ważniejsze są dla mnie kobiety, moje podopieczne, z którymi spotykam się na co dzień, które śledzą moje działania i z którymi wchodzę w bliskie relacje.

Mam ogromną potrzebę zaszczepienia w Polkach przekonania, że powinny w siebie uwierzyć i trochę o siebie powalczyć.

Chcę im pokazać, że mają prawo do tego, żeby być szczęśliwe, żeby pokazać, czego chcą od życia. Trening, który im proponuję, nie zmienia tylko ich ciała i sylwetki. Moim celem jest, by był on narzędziem do wprowadzania zmian w nasze życie.
Na treningu nie tyle buduje się charakter, co się go uzewnętrznia. Na macie możemy trochę poeksplorować nasze wnętrze. A jak już siebie poznamy, to wiemy nad czym powinniśmy popracować. Kobiety, które ze mną trenują przełamują swoje słabości, rosną w siłę i uczą się samodyscypliny. Gdy to osiągną, zawieszanie poprzeczki wysoko na innych platformach życia nie jest im takie straszne.

Chcę zawalczyć o Polki. Obecnie trenuję ze mną kilka milionów kobiet, ale to wciąż za mało.

zdjęcie: Facebook.com

czytaj dalej

Ludzie

Co lubi autorka powieści „Esesman i Żydówka” oraz „Zaniemówienie”

10 rzeczy, które lubi Justyna Wydra

Opublikowane

-

przez

Justyna Wydra / moje / ulubione
poprzednia1 z 11
Użyj strzałek ← → do przeglądania

JUSTYNA WYDRA, gliwiczanka – od zawsze kocha się w słowach. Szczególnie tych pisanych, śpiewanych i wypowiadanych na kinowym ekranie. Pracuje z nimi jako copywriter i autorka artykułów dla prasy drukowanej oraz internetowej. Po godzinach czyta i pisuje książki, prowadzi bloga, słucha muzyki i stara się nadrobić filmowe zaległości. Autorka powieści Esesman i Żydówka oraz Zaniemówienie.
Gdy ma już naprawdę serdecznie dosyć słów, zamyka za sobą drzwi i udaje się tam, dokąd pokieruje ją instynkt Włóczykija – najczęściej ląduje na górskim szlaku, bądź w północnych Włoszech. Z zawodu jest biologiem/zoologiem/entomologiem, i choć do dziś uwielbia podglądać owady, sama przed sobą przyznaje uczciwie, że powinna była obrać kurs na historię bądź polonistykę.
Aha – jako miłośniczka motoryzacji, po prostu MUSI obrócić się za każdym spotkanym na ulicy pięknym samochodem. Ostatnio także stylowym motocyklem 🙂

(więcej…)

poprzednia1 z 11
Użyj strzałek ← → do przeglądania

czytaj dalej

Trending

scriptsell.neteDataStyle - Best Wordpress Services